wtorek, 29 września 2020

 

Siewca wyszedł siać. A gdy siał, niektóre [ziarna] padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, inne między ciernie, inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały (por. Mt 13,3 - 8).

       Dobry zasiew Słowa Bożego, poruszające kazanie, nie zależy tylko od przygotowania się księdza. Potrzebny jest także wysiłek słuchaczy, aby odgonić ptaki rozproszeń, usunąć ciernie niewiary, spulchnić miejsca skaliste i użyźnić je, by stały się urodzajną glebą. A przecież Boży siew to nie tylko głoszona homilia. Bóg odzywa się także w naszym sumieniu, pobudzając do dobra i przestrzegając przed złem. Czyni to nieustannie, nie zważając na to, że ziarno jego łaski trafić może na mało podatny grunt. Tak hojny nie jest żaden rolnik. Ale czy ktoś kocha nas bardziej niż Pan Bóg?

czwartek, 24 września 2020

 

W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, chodź! (…) A on natychmiast odzyskał władzę w nogach i stopach.  Zerwał się i stanął na nogach, i chodził, i wszedł z nimi do świątyni, chodząc, skacząc i wielbiąc Boga. A cały lud zobaczył go chodzącego i chwalącego Boga (Dz 3,6 – 9) 

        Żebrak spod bramy świątynnej prosił o pomoc materialną. Dostał jednak o wiele więcej, zdrowie fizyczne, a wraz z nim i duchowe. Marzył o jakiejś srebrnej monecie, a otrzymał coś, czego nie kupi się za całe srebro świata, czyli zdrowie. A ponieważ władzę w nogach i stopach odzyskał w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, pierwsze kroki skierował do świątyni, aby uwielbić Boga. Kolejnym darem była bowiem wiara. Wcześniej żył z Boga, udający się do domu Bożego pielgrzymi stanowili dla niego źródło utrzymania. Teraz zaś zaczyna żyć w Bogu i z Bogiem. Staje się Jego świadkiem i wezwaniem dla nas. Podczas spowiedzi wielkanocnej w imię Jezusa zostaliśmy postawieni na nogi. Czy znaleźliśmy czas, aby Mu za to podziękować, chodząc, skacząc i wielbiąc Boga?

wtorek, 8 września 2020

 

        I wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą. (…)Lew też jak wół będzie jadał słomę (Iz 11,1.6).

      Piękna prorocka wizja, niezwykła obietnica… Znikają podziały, wrogość, mordercze instynkty. Pan Bóg zapowiada, że niemożliwe stanie się możliwym. To wszystko, w co trudno uwierzyć, wypełni się i będzie naszym udziałem. Kiedyś lektor odczytujący słowa o lwie jedzącym słomę dokonał swoistej korekty i przeczytał zamiast słomę – słoninę. Wówczas brzmiało to logicznie i zgadzało mu się. Tylko że nie o ludzką logikę tu chodzi. Prorok zapowiada, że stanie się tak, gdy wyrośnie różdżka z pnia Jessego, gdy Zbawiciel przyjdzie na świat. On pojedna człowieka z Bogiem, z drugim człowiekiem i z samym sobą. Wilk zamieszka wraz z barankiem – to po ludzku nie jest możliwe, tak jak wiele spraw w naszym życiu. Pomyślmy o nich…, o wszystkim, co nas przerasta, z czym nie dajemy sobie rady. I zanieśmy każdą z nich do Żłóbka, w miejsce, gdzie niemożliwe stało się możliwym.

środa, 2 września 2020

 

       Jakub i Jan rzekli: Panie, czy chcesz, a powiemy, żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?  Lecz On, odwróciwszy się, zabronił im (Łk 9,54 – 55)

        Jakub i Jan, oburzeni na niegościnnych Samarytan, którzy nie chcieli udzielić gościny Jezusowi i Apostołom, są duchowymi patronami wszystkich pragnących załatwiać sprawy Boże po swojemu. I dzisiaj mamy sporą grupę nie przyjmujących Chrystusa; to osoby, które nie chodzą na Mszę św., nie akceptują wszystkich wymogów Ewangelii, nie liczą się z nauczaniem Kościoła…, jest ich naprawdę wiele. Wielu jest też gorliwców, którzy jak ci dwaj apostołowie, nie bez powodu zwani synami gromu, wysłaliby ich do diabła i tyle. Tymczasem Jezus przypomina im, że Boże młyny mielą powoli. Pomiędzy zasianiem ziarna i zebraniem plonu musi upłynąć trochę czasu, tymczasem na Bożym polu kąkol rośnie razem z pszenicą i dopiero w dni żniwne zostaną rozdzielone. Na razie ojciec codziennie wychodzi przed dom i cierpliwie czeka, a ogrodnik obkłada nieurodzajne drzewo nawozem, oczekując plonu. Na razie bogacz odziany w bisior i purpurę może śmiać się z Łazarza pokrytego wrzodami. To jednak nie jest wezwanie do tolerancji dla grzechu, ale do miłości wobec grzesznika. Wezwanie szczególnie ważne w Roku Miłosierdzia.

poniedziałek, 31 sierpnia 2020

 

Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę [Jana Chrzciciela]. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie (Mk 6,27 – 28).

       Jest takie powiedzenie: stracić dla czegoś głowę. Wydaje się nam wówczas, że coś jest tego warte. Oglądając świat w różowych okularach, tak właśnie postrzegamy hazard, sport, czyjś zmysłowy wygląd… aż do zatracenia. Na tej zasadzie Ewa dla jednego jabłka straciła cały ogród Eden. Czy dobrze wybrała? Skutki tracenia głowy nie zawsze są oczywiste i natychmiast zauważalne. Św. Jan Chrzciciel także stracił głowę. Stracił ją dla Jezusa, ale zachował twarz człowieka sprawiedliwego. W pijanym i zdemoralizowanym towarzystwie pozostał sobą. Wierność zasadom cenił wyżej niż przychylność Heroda. To właśnie tacy sprawiedliwi są w stanie ocalić przed unicestwieniem współczesną, pogrążoną w dyktaturze relatywizmu, Sodomę i Gomorę.

sobota, 29 sierpnia 2020

 

Herodiada zawzięła się na niego[Jana Chrzciciela] i rada byłaby go zgładzić, lecz nie mogła. Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobom znakomitym w Galilei (Mk 6,19.21).

          Ludzie giną na wojnach, w wyniku zamachów czy wypadków, a św. Jan Chrzciciel stracił życie podczas zabawy… Zdawać by się mogło, że zabawa, dyskoteka, impreza to bezpieczne miejsce rozrywki, wypoczynku, odstresowania. A jednak… Pewnie dlatego poeta przestrzegał: O matko Polko! źle się twój syn bawi! (A. Mickiewicz). Po tym, co wydarzyło się na owej uczcie u Heroda, można przedefiniować receptę na udaną zabawę. Chodzi nie tylko o dobrą muzykę, smaczne potrawy, ale o to, aby nikt nie stracił głowy. Dotyczy to każdej formy rozrywki; sportu, gier, tańca, koncertów… Nie stracić głowy! Nie ponieść uszczerbku na duszy! 

piątek, 28 sierpnia 2020

           (…) młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek (Łk 15,13)

         Kim był młodszy syn? To tylko moje domysły, ale chyba nie był aż taki zły, skoro ojciec obdarował go taką fortuną… Prawdopodobnie znał się na pieniądzach, umiał nimi gospodarować, potrafił robić interesy, mimo wszystko ojciec musiał mieć do niego jakieś zaufanie. Może problem polega na tym, że wszystko działo się w domu, pod okiem ojca, który zawsze mógł doradzić, podpowiedzieć, interweniować. A teraz syn jest w dalekich stronach, gdzieś, gdzie nie słychać głosu ojca, gdzie nie trzeba się liczyć z jego zdaniem. Teraz żyje tak, jakby ojca nie było, jakby Boga nie było. Jak długo…?
      Hans Frank, szef Generalnego Gubernatorstwa, zbrodniarz wojenny znany z wyjątkowego okrucieństwa wobec Polaków i Żydów, też żył jakby Boga nie było. Ale przyszła kryska na Matyska i stanął przed sądem wojennym w Norymberdze. Wówczas, podczas jednego z przesłuchań, powiedział: Nie przypuszczaliśmy, że nasze odwrócenie się od Boga mogło mieć tak zgubne następstwa(…). My, byli przedstawiciele narodu niemieckiego, wzywamy naród niemiecki do zawrócenia z tej drogi, która (…) musiała zakończyć się klęską. Zazdroszczący świniom jedzenia syn marnotrawny odkrył to o wiele wcześniej.