Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego:
Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu (Łk 19,5).
Pan Jezus był człowiekiem towarzyskim. Chętnie
przyjmował zaproszenia i odwiedzał ludzi: dom Marii, Marty i Łazarza, Piotra,
Mateusza…, lista jest długa. Były też i inne gościny, gdy zapraszający nie
mieli czystych intencji. Bardziej chodziło im o sprowokowanie Jezusa do
wypowiedzenia jakiegoś słowa czy wykonania
gestu, który mógłby się stać powodem zaatakowania Mistrza z Nazaretu,
oskarżenia Go na przykład o łamanie Prawa. Co stało się u Zacheusza?
Najprościej mówiąc, zaprosił on Jezusa nie tylko do swego domu, ale i serca. A
potem już wszystko było jasne: oszust i malwersant staje się dobroczyńcą, tyran
otrzymuje serce łagodnego baranka… Recepta niby prosta: do domu i serca! Jezus
nie tylko na zabytkowej i cennej ikonie, ale w sercu. Jego wizerunek nie tylko
wykonany w złocie czy bursztynie, ale przede wszystkim wyryty w sercu…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz